Rozdział 7
*Selena’s
POV*
~2tygodnie
później~~
Nie wiem ile tu leżę. Straciłam poczucie czasu.
Wiedziałam, że mama, tata i Ariana przychodzą do mnie. Mówili do mnie, martwili
się. Usłyszałam zamykanie drzwi. Ktoś złapał mnie za rękę. To nie była mama ani
Ariana.
-Obudź się, Shawty.- wymamrotał chłopak. Shawty? Shawty… kto mówi do mnie Shawty…? JUSTIN! Przyszedł? Próbowałam się ruszyć, dać mu jakiś znak żeby
wiedział, że go słyszę. Udało mi się lekko uścisnąć jego dłoń. Poczułam, że
wstaje puszczając moją dłoń.
-Niech ktoś tu przyjdzie!- zawołał- Szybko! Ruszyła
się.- po chwili do sali wszedł ktoś-zapewne pielęgniarka.
-Co się stało? Skąd pan wie, że się ruszyła?- zapytała
kobieta.
-Trzymałem ją za rękę i wtedy uścisnęła ją- w jego
głosie można było słyszeć, że jest bardzo szczęśliwy.
-Dobrze. Dziękuję za wiadomość- kobieta wyszła z sali a
Justin ponownie złapał mnie za rękę.
-Dziękuję, dziękuję- musnął delikatnie moją dłoń.
-Hej Justin… Możesz już iść, zaopiekuję się nią.-
wymamrotała Ariana, którą rozpoznałam po głosie.
-Okej. Hej Grande- puścił moją dłoń i prawdopodobnie
wyszedł.
*Ariana’s POV*
Byłam przed salą Seleny i już miałam wchodzić, gdy
zobaczyłam kogoś przy jej łóżku. To nie był jej tata ani nikt z naszej szkoły.
Weszłam do środka a osoba siedząca przy łóżku Seleny odwróciła się. Zobaczyłam
Justina trzymającego jej dłoń.
-Hej Justin… Możesz już iść, zaopiekuję się nią.-
wymamrotałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
-Okej.- chłopak wstał puszczając dłoń brunetki.- Hej
Grande- wymamrotał i wyszedł z sali. Usiadłam na miejscu, gdzie siedział
chłopak.
-Hej Selly. Jak się czujesz?- smutno się uśmiechnęłam i
zapałam ją za rękę.- W szkole nie jest tak samo bez ciebie. Wszyscy za tobą
tęsknimy. Już dwa tygodnie tu leżysz. Proszę, obudź się… Proszę.- spojrzałam na
brunetkę i zauważyłam ruch pod powiekami.- Selena! Dziękuję!- szeroko się
uśmiechnęłam.
~~2dni
później~~
*Selena’s
POV*
-Ricardo ja już tak dużej nie mogę. Ty myślisz, że ja o
niczym nie wiem? O wszystkim wiem!- wybuchła moja mama.
-Mandy… Proszę cię. Nie tu, nie przy Sel.- o co do
cholery chodzi?! Może mi ktoś powiedzieć?!
-Mam dużo problemów z Seleną. Ona może się już nie
obudzi, a ty dodajesz mi tych problemów jeszcze więcej!- co? Jak to mogę się
już nie obudzić?! Jak ona może tak w ogóle myśleć? Jestem jej córką, powinna
mieć jakąś nadzieję, że zdarzy się cud i się obudzę.
-Nawet tak nie mów. Ona się obudzi, ja to wiem!- o
dziękuję tato. Masz jeszcze we mnie jakąś nadzieję. Próbowałam otworzyć oczy za
każdym razem, gdy ktoś się odezwał, ale na marne.
-Wiem… Po prostu leży tu dwa tygodnie i nic nie zrobiła…
tęsknie za nią.- udało się! Otworzyłam oczy… nareszcie. Obserwowałam moich
rodziców.
-Ja też za nią tęsknie, ale musimy być cierpliwi. Może się
obudzić nawet za pięć minut.
-Już…- szepnęłam i zwróciłam ich uwagę na mnie.
-Selena! Obudziłaś się, słońce! Ricardo idź po lekarza!
Szybko.- tata wstał i wybiegł z sali. Po chwili wrócił razem z lekarzem.
-Dobrze… Pacjentka musi odpoczywać.- lekarz uśmiechnął
się po zbadaniu mnie.- Czas odwiedzin niedługo się kończy. Będą musieli państwo
opuścić salę.- ciepło się uśmiechnął do moich opiekunów.
-Dobrze.- moja rodzicielka przytaknęła.
Minęło kilka godzin od wyjścia rodziców z sali. Ciągle
miałam jedno pytanie w głowie… Dlaczego Justin do mnie przyszedł? Nigdy nie
przychodził. Pamiętałabym.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz